Miasto
-
DST
8.65km
-
Teren
4.00km
-
Czas
00:32
-
VAVG
16.22km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Miasto / Witkowo przez Niechanowo... z Anetką
-
DST
68.66km
-
Teren
7.00km
-
Czas
04:04
-
VAVG
16.88km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Pierwsze wyjście na rower przed południem - duchota jak diabli... po 5 km odechciało mi się jeździć.
Po 15 wybrałem się do Niechanowa wyciągnąć na rower Anetkę... udało się :P Pojechaliśmy do Witkowa, pokręcić się po mieście. W drodzej powrotnej złapał nas deszcz z małą burzą więc trzeba było przeczekać pod drzewkiem. Później chwilę kręcenia po okolicach Niechanowa i późnym wieczorem powrót do domu.
Pałac w Niechanowie
Z Anetką... gdzieś na trasie
Pasieka / Skorzęcin
-
DST
64.46km
-
Teren
18.00km
-
Czas
03:28
-
VAVG
18.59km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
W końcu udało mi się zlikwidować te dziwne dźwięki, które towarzyszyły mi podczas jazdy od dobrych 2 miesięcy. Okazało się że te trzaski siedziały albo w bębenku albo w piaście tylniej - wczoraj dwie rzeczy przesmarowałem i trzaski ustały.
Gołąbki / Miasto
-
DST
30.33km
-
Teren
4.00km
-
Czas
01:22
-
VAVG
22.19km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na Gołąbki... cholera nie ma już gdzie pływać... nie dość że zmniejszyli plażę to jeszcze ogrodzili kąpielisko do jakiś śmiesznych rozmiarów :/
Niechanowo... z Anetką
-
DST
38.47km
-
Teren
6.00km
-
Czas
01:58
-
VAVG
19.56km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Miasto
-
DST
14.25km
-
Teren
6.00km
-
Czas
00:44
-
VAVG
19.43km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wyprawa "Alpy austriackie" - bonus "Praga nocą" + PODSUMOWANIE
-
DST
10.24km
-
Czas
00:24
-
VAVG
25.60km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Do Pragi przyjeżdżamy przed godziną 21. W planie było całonocne zwiedzanie tego miasta - niestety cały czas pada i jest zimno, więc zostało zwiedzanie dworca kolejowego, który trzeba przyznać robi wrażenie.
O północy przestało padać więc wyjeżdżamy na miasto... pierwsze co rzuca się w oczy to cała masa murzynów. Kręcimy się po uliczkach, wciągamy jedzenie przy jedenej z budek - GPS bardzo się przydaje, gdyż pobłądzić tu bardzo łatwo.

Niestety pogoda bezdeszczowa nie trwa długo. Po przejechaniu jakiś 2 kilometrów rozpadało się znowu, więc decydujemy się na powrót na dworzec.
Kładziemy się spać na posadzce i o 5 rano po ustaniu deszczu podejmujemy kolejną próbę zwiedzania Pragi tym razem już przy oświetleniu naturalnym... ponownie zwiedzanie psuje nam mały deszczyk i zimno.



Przed 8 wskakujemy w pociąg i jedziemy pod granicę polską. Przesiadka na polski pociąg w Usti n. Orlici i polski vlak rozkraczył się po ruszeniu ze stacji... po 20 minutach naprawili go i ruszyliśmy dalej. We Wrocławiu Głównym nasza trójka rozdziela się i każdy jedzie już do domu pociągiem w swoim kierunku.
W Poznaniu dochodzi do miłego spotkania z Mogilniakiem, który akurat wracał z wakacji z rowerem w Puszczy i wsiadł akurat do tego samego pociągu co ja, więc było z kim pogadać. O 21 docieram do domu i w tym momencie następuje KONIEC wyjazdu.
PODSUMOWANIE i parę informacji
- przez 8 dni przejechaliśmy 1400 km pociągami i 661 km rowerami (w tym po Austrii około 620 km, po Czechach ok. 40 km)
- pociągiem przez Czechy wraz z rowerem jedzie się bardzo wygodnie - na 9 pociągów którymi jechaliśmy każdy miał wygodne miejsce na rowery (w tym były 2 pociągi z wagonem bagażowym, gdzie rowery przekazywaliśmy konduktorowi i były one zamykane w wagonie bagażowym).
- całkowity koszt biletów na pociągi przez Czechy (tam/powrót) wyniósł niecałe 900 kc na osobę (czyli jakieś 150 zł) - podróżując w 3 osoby bilety są o około 33% tańsze niż normalnie.
- ceny w Austrii w marketach są podobne jak u nas w Polsce - jest troszkę drożej, ale ceny są do przyjęcia (robiliśmy zakupy w marketach Spar, Lidl, Billa i Hofer)... na 6 dni konsumpcji w Austrii wystarczyło mi 30 euro (z Polski brałem jedynie zupki Vifon itp)
- wszystkie noclegi mieliśmy na dziko pod namiotami - szukanie odpowiedniego miejsca na rozbicie się zajmowało trochę czasu
- w Austrii jest sporo ścieżek rowerowych, wzdłuż większości głównych dróg biegną jakieś trasy rowerowe, w dużych miastach też w większości poruszaliśmy się po ściażkach/pasach dla rowerów
- pogoda mogłaby być troszkę lepsza, ale na te warunki co były można powiedzieć że była rewelacja... dookoła często padało a my nigdy nie zmokliśmy - jak przychodził deszcz to albo już spaliśmy w namiotach, albo akurat w markecie zakupy robiliśmy.
Zapraszam również do obejrzenia na BS'ie fotorelacji z wyjazdu, towarzysza wyprawy - Piotra "pr0zak'a"
Kategoria Austria 2011, Zagranica
Wyprawa "Alpy austriackie" - dzień 7/7
-
DST
70.13km
-
Teren
2.00km
-
Czas
04:07
-
VAVG
17.04km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wstajemy już przed 5:30 - nie idzie spać bo jeden z naszych za mocno chrapie, do tego śpiewają ptaki i słychać strzały jakiejś artylerii - pełen mix odgłosów.
Zwijamy się i ruszamy do Linz.
Nowa katedra w Linz (wieża tak wysoka że się nie dało jej złapać w kadr)
Rynek główny "Hauptplatz" w Linz
Ponownie przekraczamy Dunaj
Po wyjeździe z Linz czeka nas najdłuższy podjazd jaki miałem przyjemność kiedykolwiek podjeżdżać... całe 14 km pod górkę (z 250 na 777 m npm.) i tylko 500 metrów przewyższenia... ciągnęło się to niemiłosiernie długo...
Po drodze trafił się widok na zamek w Wildberg
Zjazd z przełęczy nie był zbyt przyjemny, gdyż cholernie wiało wmordewindem i było zimno. Później znowu trochę pod górkę i żegnamy Austrię a witamy Czechy.
W Czechach jedziemy jakimiś zapomnianymi asfaltami z masą nierówności do Rybnika na dworzec kolejowy. Docieramy 1,5 godziny przed czasem... udaje mi się stosując mix językowy czesko-polsko-angielski zakupić bilety na całą trasę przez Czechy, więc zostaje oczekiwanie na pociąg...
Pociąg w który wsiadamy jedzie z Austrii do Ceskich Budejovic, więc mamy okazję przejechać się wagonami austriackimi, które są rewelacyjne. 5 minut po ruszeniu pociągu rozpadało się i padało już do końca dnia.
To w sumie jeszcze nie koniec wyprawy bo czeka nas długa droga do domu pociągami z małym bonusem "Praga nocą".
Trasa na mapie:
_
Kategoria Austria 2011, Zagranica
Wyprawa "Alpy austriackie" - dzień 6/7
-
DST
116.41km
-
Czas
06:06
-
VAVG
19.08km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Alpy austriackie - dzień 6/7
Ranek wita nas ciężkimi chmurami. Po śniadaniu zjeżdżamy do St. Gilgen nad jezioro Wolfgangsee. Widoki dzisiaj kiepskie, więc nie ma sensu objeżdżać jeziora.
Kręcimy się więc chwilę po uliczkach St. Gilgen...
Ciekawa fontanna
Budynek ratusza
Następnie udajemy się nad jezioro Mondsee - nad jeziorem wyrosła sobie wielka pionowa ściana, więc austriacy zrobili tunel dla aut oraz dla rowerzystów. Jest to najdłuższy tunel przez który przejeżdżamy na wyprawie o długości 1168 metrów.
Z tunelu odchodzą w paru miejscach odnogi na brzeg jeziora, gdzie można popatrzeć na widoki.

Jezioro Mondsee
Następne jezioro to Attersee, które jest największym jeziorem obszaru Salzkammerg. Woda w jeziorze ma fajny turkusowy kolor, jedziemy wzdłuż jeziora kilkanaście kilometrów, ale nie ma zbytnio miejsc na fajne zdjęcia... dopiero po odbiciu w Staidbach na przełęcz i wjechaniu na wyższą wysokość pojawiły się lepsze widoki
Zdobywamy przełęcz, następnie długi zjazd i zawitaliśmy ponownie nad jeziorem Traunsee zamykając pętlę. Jedziemy na naszą miejscówkę, gdzie zażywamy kąpieli w jeziorze i doprowadzamy się do ładu i porządku. Wyszło nawet słońce :)
Ostatnie spojrzenie na góry i jeziora i ruszamy w kierunku granicy austriacko-czeskiej, gdzie zostało nam jeszcze 120 km.
Jest cały czas delikatnie z górki, wiatr w plecy więc pędzimy nie schodząc poniżej 30 km/h. Bardzo szybko zajeżdżamy do Lambach, gdzie kręcimy się chwilę po mieście.
Klasztor benedyktynów w Lambach.
Zajeżdżamy do Wels, pogoda się psuje, ale znowu mamy szczęście bo rozpadało się po naszym wejściu do marketu. Czekamy pod dachem kiedy przestanie padać i ruszamy dalej.
Za Oftering zaczynamy na gwałt szukać noclegu, gdyż na północy tworzą się bardzo nieciekawe chmury, które wędrują w naszym kierunku. Znajdujemy ciekawą miejscówkę pod lasem - opuszczoną działkę rekreacyjną ze stawem i altanką. Sprawdzamy czy nikt tam nie pomieszkuje i nie widząc nikogo rozbijamy się szybko na tyłach. Gdy wszystkie namioty stanęły rozpadało się... miało się to szczęście :)
Noc minęła niezbyt spokojnie, gdyż po okolicy kręciły się jakieś zwierzaki, które drapały mi w namiot i skakały po dachach altanki...
Trasa na mapie:
_
Kategoria Austria 2011, Zagranica
Wyprawa "Alpy austriackie" - dzień 5/7
-
DST
101.41km
-
Teren
1.00km
-
Czas
06:07
-
VAVG
16.58km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Alpy austriackie - dzień 5/7
W trasę ruszamy o standardowej porze. Pierwsze kilometry jedziemy tą samą trasą więc pędzimy do Bischofshofen bez zatrzymywania się. Jedzie się znakomicie, gdyż wiatr mamy w plecy. W Bischofshofen robimy zakupy w markecie i jedziemy zobaczyć słynną skocznię im. Paula Ausserleitnera.
Oczywiście wchodzimy po schodkach na samą górę... idzie się zasapać ;)
Jadąc uliczkami Bischofshofen trafiamy na mini ryneczek z ładnymi budynkami.
Masyw Tennengebirge dzisiaj jest w chmurach więc widoki są niezbyt specjalne, ale nie jest źle... widok na zamek Hohenwerfen.
Za Werfen wjeżdżamy na niesamowitą trasę biegnącą w wąwozie - z lewej i prawej strony są prawie pionowe kilkusetmetrowe ściany. W jednym miejscu czeka nas kilkunastominutowa przerwa, gdyż na ścianie pracują alpiniści którzy usuwają luźne skały.
Jedno z austriackich miasteczek
Wjeżdżamy ponownie w rejon Salzkammergut obfitujący w jeziora - pierwsze jezioro jakie ukazuje się naszym oczom to Fuschlsee. Z góry jezioro wygląda okazale, ale po dojeździe na plażę w miejscowość Fuchl am See widoki nie robią na nas specjalnego wrażenia.
Ruszamy dalej... na niebie pojawia się "straszna", ciemna chmura więc zapewne ostro lunie. Jakoś udaje nam się sucho dojechać do St. Gilgen skąd jest piękna panorama na jezioro Wolfgangsee.
W St.Gilgen zajeżdżamy do marketu, wchodzimy pod daszek i w tym momencie rozpadało się i nawet parę razy zagrzmiało. Czekamy z dobre 2 godziny pod daszkiem aż przestanie padać. W końcu przestało... jako że zrobiło się zimno i zaczęło się ściemniać odpuściliśmy jazdę wzdłuż Wolfgangsee i kawałek zawróciliśmy w poszukiwaniu noclegu. Udało się coś znaleźć na łące w wysokich trawach... szybkie rozbicie obozowiska przed kolejną nadchodzącą chmurą - pośpiech był nie potrzebny, gdyż okazało się że to była pierwsza noc bez deszczu.
Trasa na mapie:
_
Kategoria Austria 2011, Zagranica



