-
DST
53.35km
-
Teren
8.00km
-
Czas
03:16
-
VAVG
16.33km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
-
DST
55.16km
-
Teren
3.00km
-
Czas
02:47
-
VAVG
19.82km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
-
DST
19.20km
-
Teren
3.00km
-
Czas
00:48
-
VAVG
24.00km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Upał niesamowity. Wyjeżdżam
-
DST
63.98km
-
Teren
15.00km
-
Czas
03:25
-
VAVG
18.73km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Upał niesamowity. Wyjeżdżam z domu, patrzę a tu kłęby dymu nad miastem. Za Miatami dymu było tyle że zasłonił słońce i się zrobiło szaro. U Gosi zjadłem obiad i ruszyliśmy na plażę do Bieślina po drodze zahaczając o pogorzelisko - spaliło się kilkdziesiąt hektarów zboża. W Piaskach mało nie brakowało a byłbym świadkiem wypadku samochodowego - jakiś wariat wszedł w zakręt z dużą prędkością, pisk opon i wyrzuciło go na przeciwny pas, wpadł na piasek, tam samochód zaczął mu tańczyć, ale na szczęście wrócił na ulicę i odzyskał przyczepność.
A jutro miało być wolne, a tu mi przed chwilką dzwonią z pracy że mam się jutro stawić na służbę - oj będzie przerąbany dzień (dziś już ponad 18 pożarów mieli i jutro zapewne będzie powtórka).
Kłęby dymu nad Trzemesznem.
To po lewej to pożar w Gaju, a po prawej chyba pożar we Wiekowie


Bieślin - kąpiel w jeziorze obowiązkowa
Ćwierdzin - tu 2 lata temu spaliło się sporo lasu.
-
DST
64.95km
-
Teren
20.00km
-
Czas
03:35
-
VAVG
18.13km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
-
DST
19.20km
-
Teren
3.00km
-
Czas
00:56
-
VAVG
20.57km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
5000 km napędowi stuknęło
-
DST
55.06km
-
Teren
7.00km
-
Czas
03:10
-
VAVG
17.39km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
5000 km napędowi stuknęło więc czas na okresową zmianę. Teraz przez 5000 km popracuje kaseta Sunrace z łańcuchem KMC Z-82 (okazało się że łańcuchy KMC też ze spinkami SRAMa nie współpracują), a później powrót do starego.
No i po raz kolejny się potwierdziło - łańcuch XTRa CN-7701 wyciąga się identycznie jak Alivio IG-51 po 5000 km.
Czerwiec się kończy no i tym samym ustanowiłem nowy rekord przebiegu miesięcznego. Podobnie jak w maju tak i w czerwcu wszystkie dni spędziłem na rowerze - w sumie ta passa trwa już od 2,5 miesięcy.

3
-
DST
90.24km
-
Teren
28.00km
-
Czas
03:54
-
VAVG
23.14km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze

3 edycja Grand Prix MTB Gniezno - Dębówiec 2008.
Zaczęło się nieciekawie. Po 8 skończyłem pracę, więc wziąłem się za wydłubywanie zaschniętej gliny z SPD'ków i v'ek i zauważyłem że z tylną oponą jest coraz gorzej - zrobił się w uszkodzonym miejscu balon a środkowy bieżnik przesunął się o 1 cm w lewo - na takim czymś nie było sensu startować w wyścigu. Spuściłem trochę powietrza i ruszyłem do domu z myślą że uda się jakoś dojechać - udało się. W domu szybka zmiana opony (Kenda Colorline niestety idzie na śmietnik bo do niczego już się nie nada), zjadłem szybkie śniadanie i z powrotem do Gniezna.
Zapisałem się telefonicznie i pojechałem od razu na punkt startu.
Wyścig poszedł mi tak sobie. Wystarczyła chwila nieuwagi i skręciłem nie tam gdzie trzeba, musiałem zawrócić przez co straciłem kilka pozycji (zdażyło mi się to pierwszy raz w życiu abym na wyścigu źle pojechał). Ostatecznie zameldowałem się na mecie na 8 miejscu a gdyby nie pobłądzenie to zapewne byłoby 5 miejsce lub przy dobrym ciśnięciu może 4. Wystartowało tylko 23 zawodników - w tym 1 zawodniczka.
W drodze do domu towarzyszył mi Andrzej z Mogilna - zwycięzca wyścigu na Dębówcu.
ZDJĘCIA I OPIS Z PRZEDWCZORAJSZEGO, PECHOWEGO WYJAZDU DO KONINA JUŻ DODAŁEM!
-
DST
19.15km
-
Teren
3.00km
-
Czas
00:58
-
VAVG
19.81km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
O 8 wyjazd z domu.
-
DST
160.55km
-
Teren
50.00km
-
Czas
07:55
-
VAVG
20.28km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
O 8 wyjazd z domu.
Na Krzyżówce spotkanie z Ruddem i dalej lecimy razem do Kleczewa.
W Kleczewie niespodzianka - tam gdzie kilka miesięcy temu była droga jest wielka dziura - treba było całą kopalnię objeżdżać dookoła.
W Kleczewie spotykamy się z Michałem z Konina.
Wjeżdżamy na hałdę w Kleczewie.
Huk - okazuje się że Tomkowi opona spadła z obręczy.
Naprawiamy - w tym czasie zorientowałem się że gdzieś po drodze zgubiłem statyw. W czasie naprawy słysymy także jakieś puknięcie w moim rowerze.
Ujeżdżam kilkadziesiąt metrów i koło tylne mi się blokuje - okazuje się że pękł gwint od samozamykacza - czyżby na piechotę do domu?
Ostatecznie jadę powoli dalej uważając żeby tylne koło nie wyskoczyło z haków - celem jest sklep rowerowy w Koninie.
W Kamienicy dochodzimy do wniosku że nie ma to sensu, więc ja jadę na stację benzynową a Tomek z Michałem pognali do Konina po nowy zacisk.
Na stacji benzynowej dopatruję się że w oponie mam 2 duże ubytki materiału i opona w tym miejscu jest z lekka zdeformowana - zaklejam i mam nadzieję że przetrwa to zjazd z Kamienicy.
Tomek z Michałem dostarczają zacisk i możemy jechać dalej.
Przed wjazdem na Kamienicę Michał gubi magnes od licznika.
Wjazd na Kamienicę - w oddali widać nadchodzące chmury burzowe, grzmi.
Zjazd z Kamienicy z prędkością ok. 61 km/h - wszyscy cali :)
Burza nas omija.
Jedziemy przez lasy w Kierunku Konina.
W Woli Łaszczowej dopada nas burza z deszczem - chowamy się pod przystankiem i siedzimy tam z dobre 30 minut.
Deszcz przechodzi i jedziemy w kierunku Lazurowego Jeziora.
Docieramy na miejsce ale żeby dojść do brzegu trzeba przebić się przez zarośla. Zarośla mokre więc i my cali mokrzy.
Postanawiamy jechać na drugą stronę jeziora - trafiamy na pole na którym glina straszliwie oblepia całe opony tak że momentami wszystko się zapycha i koło się blokuje - trzeba co kawałek stawiać i czyścić - w tym czasie przykleja się też wszystko do podeszwy butów przez co robią się one straszliwie ciężkie, a rowery ważą dobre kilka kilogramów więcej. Na szczęście mimo że rowery wyglądają tragicznie da się dalej jechać.
W Koninie jedziemy przez fajny singletrack - góra, dół, góra, dół. Ostatni zjazd jest strasznie śliski więc hamowanie nic nie daje - wypadek był blisko, przeleciałem przez krzaki sporo ich kosząc, ale na szczęście na ziemi nie wylądowałem.
Posiłek w sklepie i gnamy w kierunku domu.
Za Koninem Tomek łapie laczka więc trzeba naprawić.
Jedziemy fajną trasą przez lasy.
W Kazimierzu Biskupim żegnamy się z Michałem i lecimy pod dostyć silny wiatr do domu - jedzie się strasznie ciężko.
Za Powidzem dopada nas lekki deszczyk, ale ciemne chmury na szczęście idą w przeciwnym kierunku. Dopada mnie kryzys energetyczny więc jedzi się coraz gorzej.
W Witkowie zatrzymujemy się w piekarni na drożdżówki. Robi się strasznie zimno, więc Tomek postanawia lecieć główną drogą do Gniezna, a ja pojechałem w kierunku Trzemeszna.
Za Folwarkiem dopadł mnie lekki deszczyk.
Dojechałem do domu - ledwo co żyję - na dzisiaj mam już dość rowera ;)
Droga która w ciągu kilku miesięcy zamieniła się w wielką dziurę.
Z hałdy w Kleczewie pięknie widać bazylikę w Licheniu
Zjazd z hałdy - trzeba uważać na głębokie szczeliny
Kto był głodny i mi odgryzł 2 kawałki opony?
Jedna z burzowych chmur - ta na szczęście nas ominęła
Wyspa na Lazurowym Jeziorze
Lazurowe Jezioro
Zakamuflowana opona :)
Mega syf - nie idzie ujechać, ani uprowadzić rowera bo wszystko się zapycha i koło staje
Ekipa w Kazimierzu Biskupim



