O 8 wyjazd z domu.
-
DST
160.55km
-
Teren
50.00km
-
Czas
07:55
-
VAVG
20.28km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 27 czerwca 2008 | dodano: 27.06.2008
- DST 160.55km
- Teren 50.00km
- Czas 07:55
- VAVG 20.28km/h
- Aktywność Jazda na rowerze
O 8 wyjazd z domu.
Na Krzyżówce spotkanie z Ruddem i dalej lecimy razem do Kleczewa.
W Kleczewie niespodzianka - tam gdzie kilka miesięcy temu była droga jest wielka dziura - treba było całą kopalnię objeżdżać dookoła.
W Kleczewie spotykamy się z Michałem z Konina.
Wjeżdżamy na hałdę w Kleczewie.
Huk - okazuje się że Tomkowi opona spadła z obręczy.
Naprawiamy - w tym czasie zorientowałem się że gdzieś po drodze zgubiłem statyw. W czasie naprawy słysymy także jakieś puknięcie w moim rowerze.
Ujeżdżam kilkadziesiąt metrów i koło tylne mi się blokuje - okazuje się że pękł gwint od samozamykacza - czyżby na piechotę do domu?
Ostatecznie jadę powoli dalej uważając żeby tylne koło nie wyskoczyło z haków - celem jest sklep rowerowy w Koninie.
W Kamienicy dochodzimy do wniosku że nie ma to sensu, więc ja jadę na stację benzynową a Tomek z Michałem pognali do Konina po nowy zacisk.
Na stacji benzynowej dopatruję się że w oponie mam 2 duże ubytki materiału i opona w tym miejscu jest z lekka zdeformowana - zaklejam i mam nadzieję że przetrwa to zjazd z Kamienicy.
Tomek z Michałem dostarczają zacisk i możemy jechać dalej.
Przed wjazdem na Kamienicę Michał gubi magnes od licznika.
Wjazd na Kamienicę - w oddali widać nadchodzące chmury burzowe, grzmi.
Zjazd z Kamienicy z prędkością ok. 61 km/h - wszyscy cali :)
Burza nas omija.
Jedziemy przez lasy w Kierunku Konina.
W Woli Łaszczowej dopada nas burza z deszczem - chowamy się pod przystankiem i siedzimy tam z dobre 30 minut.
Deszcz przechodzi i jedziemy w kierunku Lazurowego Jeziora.
Docieramy na miejsce ale żeby dojść do brzegu trzeba przebić się przez zarośla. Zarośla mokre więc i my cali mokrzy.
Postanawiamy jechać na drugą stronę jeziora - trafiamy na pole na którym glina straszliwie oblepia całe opony tak że momentami wszystko się zapycha i koło się blokuje - trzeba co kawałek stawiać i czyścić - w tym czasie przykleja się też wszystko do podeszwy butów przez co robią się one straszliwie ciężkie, a rowery ważą dobre kilka kilogramów więcej. Na szczęście mimo że rowery wyglądają tragicznie da się dalej jechać.
W Koninie jedziemy przez fajny singletrack - góra, dół, góra, dół. Ostatni zjazd jest strasznie śliski więc hamowanie nic nie daje - wypadek był blisko, przeleciałem przez krzaki sporo ich kosząc, ale na szczęście na ziemi nie wylądowałem.
Posiłek w sklepie i gnamy w kierunku domu.
Za Koninem Tomek łapie laczka więc trzeba naprawić.
Jedziemy fajną trasą przez lasy.
W Kazimierzu Biskupim żegnamy się z Michałem i lecimy pod dostyć silny wiatr do domu - jedzie się strasznie ciężko.
Za Powidzem dopada nas lekki deszczyk, ale ciemne chmury na szczęście idą w przeciwnym kierunku. Dopada mnie kryzys energetyczny więc jedzi się coraz gorzej.
W Witkowie zatrzymujemy się w piekarni na drożdżówki. Robi się strasznie zimno, więc Tomek postanawia lecieć główną drogą do Gniezna, a ja pojechałem w kierunku Trzemeszna.
Za Folwarkiem dopadł mnie lekki deszczyk.
Dojechałem do domu - ledwo co żyję - na dzisiaj mam już dość rowera ;)
Droga która w ciągu kilku miesięcy zamieniła się w wielką dziurę.
Z hałdy w Kleczewie pięknie widać bazylikę w Licheniu
Zjazd z hałdy - trzeba uważać na głębokie szczeliny
Kto był głodny i mi odgryzł 2 kawałki opony?
Jedna z burzowych chmur - ta na szczęście nas ominęła
Wyspa na Lazurowym Jeziorze
Lazurowe Jezioro
Zakamuflowana opona :)
Mega syf - nie idzie ujechać, ani uprowadzić rowera bo wszystko się zapycha i koło staje
Ekipa w Kazimierzu Biskupim
komentarze
(Myślałem, że hałdy to nasza śląska specjalność:)),aaa no tak, przecież Wy macie brunatny.
Pozdro i jak najmniej takich przygód !



