Skorzęcin, Wiekowo... przez chwilę z ekipą
-
DST
58.68km
-
Teren
25.00km
-
Czas
02:54
-
VAVG
20.23km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Najpierw do Skorzęcina... krótki lans po deptakach i korzystając z okazji jadę do Wiekowa na punkt widokowy, dołączyć się do ekipy która po objeździe Jeziora Powidzkiego wraca właśnie do domu.
Oczekując ekipy przyglądam się miejscu postojowemu postawionemu dla turystów całkiem niedawno i zastanawiam się jak bardzo trzeba mieć nasrane we łbie żeby niszczyć taki obiekt - mapa cała pomazana flamastrami, poprzypalana ogniem i porysowana czymś ostrym, a na ścianach powypisywane same przekleństwa.
Widok z punktu widokowego na Jezior Niedzięgiel
Po jakiś 10 minutach pojawiają się - Jerzy1956, Micor oraz Grigor86 z bratem Wojtkiem.
Jadę z ekipą tylko do Krzyżówki, gdzie odbijam na Niechanowo do którego niestety nie docieram. Kręcę się chwilę po lesie i trafiam na jagodziny z wielkimi owocami, więc robię sobie małą ucztę
siedząc w runie leśnym i skubiąc jagody trafiam też na inne leśne smakołyki - jadalne grzyby, które jednak zostawiam w spokoju
Na ryby / miasto
-
DST
12.92km
-
Teren
7.00km
-
Czas
00:45
-
VAVG
17.23km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Miasto
-
DST
9.08km
-
Teren
1.00km
-
Czas
00:32
-
VAVG
17.03km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Takie tam wieczorne kręcenie po mieście
Jezioro Powidzkie, Skorzęcin... z Mateuszem
-
DST
60.18km
-
Teren
35.00km
-
Czas
03:25
-
VAVG
17.61km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
W towarzystwie Mateusza nad Jezioro Powidzkie.
Najpierw asfaltem, później klimatycznymi lasami pełnymi pagórków.
W Ostrowie blokada drogi, gdyż ma miejsce "wielka" akcja. Panowie strażacy podglądają bociany ;)
Finał akcji był taki, że bocian kaskader pociągnął za sobą z gniazda wszystkich swoich braci... na szczęście miękko wylądowali w choinkach (film HD)
Ogólnie atmosfera na miejscu zrobiła się dosyć napięta - pan redaktor z gazety wpadł w mały "szał", więc pojechaliśmy dalej :P
Przed Przybrodzinem, w lesie (po informacjach uzyskanych od tubylców) udało się w końcu odnaleźć miejsce w którym w roku 1994 zamordowano 17-letnią Afrodytę, córkę znanej piosenkarki - Eleni :(
Kawałek wcześniej przy polnej drodze trafiamy również na krzyż - zginęła tam tragicznie 18-letnia dziewczyna. Czy ktoś wie co tam się stało?
Następnie zajeżdżamy na teren obiektu Hotel&Spa; Moran
Wspólne foto na jednej z plaż Morana nad Jeziorem Powidzkim.

Udajemy się na drugą plażę Morana, która jest tuż obok...
Wieje tutaj całkiem mocno, ale rowerzystom wodnym to nie przeszkadza bo fale mocno bujają ich pojazdem.
Na plaży pustki... z czego chętnie korzystają gęsi gęgawy

Jedziemy dalej, torami wąskotorówki do Przybrodzina. Mamy tak "piękne" lato, że na plażach tłumy ludzi...
Domki w Przybrodzinie
W przystani jachtowej wypatruję...
piratów!!!
Żeby nam nie zgrabili rowerów, wycofujemy się i jedziemy do Wylatkowa, skąd skrótem i fajnym singletrackiem dojeżdżamy do Skorzęcina (film HD)
W Skorzęcinie całkiem sporo ludzi na uliczkach. Plaża pusta. Wciągamy po kebabie i udajemy się do domu.
W drodze powrotnej trafiamy na dwójkę turystów pieszych, którzy zgubili się w lesie i nie potrafili dotrzeć do Skorzęcina. Nakierowaliśmy ich i dalej już bez przygód do domu... co najdziwniejsze to dzisiaj był chyba dzień dobroci dla rowerzystów, gdyż cały czas mieliśmy w sumie z wiatrem.
Dookoła miasta
-
DST
18.50km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:01
-
VAVG
18.20km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Burza, słońce, wiatr, deszcz, ciepło, zimno... pełen mix, co za lato :/ Śniegu jeszcze brakuje!!!
Na ryby / miasto
-
DST
9.70km
-
Teren
2.00km
-
Czas
00:32
-
VAVG
18.19km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Miasto
-
DST
11.38km
-
Teren
5.00km
-
Czas
00:39
-
VAVG
17.51km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Miasto
-
DST
4.62km
-
Czas
00:17
-
VAVG
16.31km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Z Wrocławia do Trzemeszna przez Trzemeszno
-
DST
226.27km
-
Teren
30.00km
-
Czas
10:00
-
VAVG
22.63km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dzisiaj postanowiłem się trochę skatować i wrócić z Wrocławia do domu rowerem. Trasę zaplanowałem sobie wcześniej bocznymi drogami - i faktycznie ruch samochodów na nich był znikomy.
Największe obawy miałem na początku, gdyż musiałem przejechać prawie przez cały Wrocław. Okazało się że te obawy były niepotrzebne, gdyż infrastruktura rowerowa mnie po prostu zszokowała. Przez cały Wrocław, ani razu nie musiałem zjeżdżać na ruchliwe ulice tylko cały czas podróżowałem po szybkich i przemyślanych trasach rowerowych.
Stadion Narodowy we Wrocławiu w dzień wygląda jak taki "potworek"
Most Milenijny
Przekraczam rzekę Odrę na Moście Milenijnym
Wiadukty, skrzyżowania, szerokie drogi i ścieżki rowerowe, które we Wrocławiu mnie po prostu zszokowały swoją jakością.
Ostatnie spojrzenie na Wrocław kilkadziesiąt kilometrów dalej, ze wzgórza. Widać nawet Ślężę.
Trasa wiedzie po mniej lub bardziej dziurawych drogach asfaltowych, przez lasy i pagóry (momentami zjazdy mają po prawie 2 km) - ruch jest znikomy. Po wyjechaniu z Wrocławia i przejechaniu 50 km wyprzedziło mnie tylko kilkanaście aut.
Kolejka wąskotorowa w Krośnicach - trwają tutaj wielkie prace modernizacyjne.
Dolina Rzeki Baryczy
Dojeżdżam do najciekawszego punktu na trasie - Stawów Milickich.
Droga przez stawy biegnie samym środkiem na wale. Niestety w większości jest zarośnięta więc nie ma zbyt dużo widoków na boki, ale w kilku miejscach są przecinki. W powietrzu unosi się bardzo przyjemny i orzeźwiający zapach wody i roślin wodnych.


Po wyjeździe ze Stawów Milickich trafiam na przerażającą chmurę zwiastującą burzę i ulewę, która wędruje w moim kierunku. Na szczęście tutaj akurat moja trasa odbija mocno na zachód, więc mam z wiatrem w plecy. Gnam co sił z prędkością 30-40 km/h oby dotrzeć do odległych o 12 km Sulmierzyc.
Do Sulmierzyc docieram suchy, chmura jest tuż za mną. Rozglądam się za jakimś schronieniem i w oko wpada mi zadaszony taras Domu Kultury w Sulmierzycach. Wchodzę tam i momentalnie zerwał się wiatr, zaczęło grzmieć i padać. Uffff - ma się to wyczucie czasu. Stojąc na tarasie dostaję zaproszenie od Pani bibliotekarki do środka, do biblioteki na ciepłą herbatę. Pogadaliśmy sobie i po 30 minutach chmura przeszła i pojawiło się błękitne niebo i słońce więc ruszyłem dalej.
Powietrze zrobiło się przyjemne a woda z dróg efektownie zaczęła parować.
Klimatyczne lasy przed Rozdrażewem
Po jakiś 110 km docieram do mojej rodzinnej miejscowości Trzemeszno. Niestety to nie jest to Trzemeszno co trzeba bo do tego właściwego mam jeszcze drugie tyle kilometrów :P
Na 140 km trasy, w Kotlinie postanawiam coś zjeść ciepłego. Niestety jak na złość nie mogę znaleźć żadnej knajpy z jedzeniem a znaleziona restauracja turystyczna okazała się zamknięta. Wyjadłem co miałem słodkiego w sakwie i ruszyłem dalej, ale nie pomogło to zbytnio, gdyż kawałek dalej zaczął łapać mnie kryzys. Morale spadały z każdym kilometrem, zacząłem więc gadać do siebie że mam być twardy, że coś ciepłego czeka na mnie w Pyzdrach (marzyłem sobie o gorącym rosole z makaronem i wielkim schabie z ziemniakami).
Nad Prosną
Niestety w Pyzdrach też na nic nie trafiłem, na dodatek na horyzoncie pojawiła się burzowa chmura, która wędrowała w moim kierunku. Od Sokolnik gnałem już ile sił w nogach aby uciec na zewnętrzną część nadchodzącej chmury. Przez myśl przechodziło mi schronić się w ruinach pałacu w Unii, ale chmura była tak długa że mogłem tam przesiedzieć do wieczora. Postanowiłem więc gnać dalej, robiło się coraz ciemniej i za Gonicami niestety dopadła mnie... jako schronienie wybrałem zadaszony bilboard - zadaszenia niewiele bo jakieś 50 cm, ale po przyklejeniu się do tablicy przed deszczem coś tam daszek chronił. Po 20 minutach opadów i grzmotów, deszcz trochę osłabł więc ruszyłem dalej i trochę zmokłem. Do domu jeszcze 30 km, a mnie zaczęło kolano pobolewać. W Witkowie dopadły mnie znowu małe opady deszczu, ale już mi było wszystko jedno bo do domu już całkiem blisko. Dreptałem więc przez lasy ostatkiem sił, usypiając prawie za kierownicą... ale w końcu trudy trasy zostały nagrodzone - cało i szczęśliwie dotarłem do domu... a tam ciepła herbatka, porządne jedzenie i wanna z ciepłą wodą. Jak miło :) ...na najbliższy czas dosyć mam takich długich tras :P
Trasa wycieczki na mapie:
Za jakiś czas pojawi się tutaj kilkuminutowy klip video z wycieczki
Kategoria Inne ciekawe
Zalew Mietkowski, Ślęża, Wrocław
-
DST
103.72km
-
Teren
15.00km
-
Czas
05:40
-
VAVG
18.30km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na wycieczkę ruszam o wschodzie słońca.
Wskakuję w pociąg i jazdę aż za Wrocław do Mietkowa. Pociąg niezbyt przemyślany gdyż nie ma w ogóle przedziału na rower, ale na szczęście udało mi się jakoś go ulokować że nikomu nie przeszkadzał.
Po godzinie 11 wysiadam z pociągu w Mietkowie. Celem jest góra Ślęża (718 m npm), której widok dzisiaj mi będzie towarzyszył przez cały dzień.
Najpierw zajeżdżam nad największy zalew w dolnośląskim - Zalew Mietkowski, skąd świetnie prezentuje się góra Ślęża. Sam dojazd nad zalew obniżył mi dosyć mocno morale, gdyż przegapiłem główny zjazd nad zalew i nie chciało mi się cofać, więc pojechałem napotkanym dalej skrótem, który okazał się polem rzepaku, gdzie było pełno błota i gliny, która oblepiła mi pół roweru. 
Po wydostaniu się z offroadowych ścieżek nad Zalewem Mietkowskim ruszyłem asfaltem w kierunku Ślęży. Widoczki po drodze bardzo przyjemne.
Ślęża coraz bliżej, ale mój niepokój budzi ciemna chmura wędrująca za plecami, z której leje się deszcz i walą pioruny.
Rozpoczyna się podjazd na Przełęcz Tąpadła (384 n npm). Czarna chmura przeszła bokiem nad Wrocławiem, ale wędrujące w moim kierunku są dwie następne. Podjazd na Przełęcz w sumie to lajtowy.
Z przełęczy wjechałem na żółty szlak i rozpocząłem wspinaczkę na górę Ślężę (718 m npm). Początek dosyć łatwy, szutrem, przez ciemny las. Od połowy dopiero zaczęły się problemy, gdyż luźne kamienie i bagaż bardzo utrudniały podjeżdżanie, ale udało się podjechać całość.
Po zdobyciu szczytu pojawiły się małe obawy, gdyż parę razy zagrzmiała burza.
Kościółek na szczycie.
Dosiadłem kultowy, kamienny posąg Niedźwiedzia, jednak nie chciał się ruszyć z miejsca.
Krzyż na szczycie
Widok ze Ślęży w kierunku północnym na Zalew Mietkowski
Po kilkudziesięciominutowej przerwie na szczycie ruszyłem w dół. Na początku zastanawiałem się czy nie zjeżdżać ekstremalnym szlakiem czerwonym, ale ze względu na bagaże odpuściłem to sobie. Zjechałem żółtym. Z Przełęczy Tąpdła zjeżdżałem dalej w kierunku Sulistrowiczek i Sobótki.
Widok na szczyt Ślęży i znajdujący się tam 136 m maszt od strony południowej. 
Za Sobótką zajechałem nad znany, zalany kamieniołom Kantyna, którego pionowe ściany wznoszą się z 20 metrów nad poziom wody.
Jeden z tubylców zaprezentował jak się skacze ze ścian kamieniołomu na główkę (HD)
Ruszam ponownie w kierunku Mietkowa
Pod ruinami pałacu w Maniowie Małym
Zapora Zalewu Mietkowskiego.
Przed wjazdem do Wrocławia na niebie zaczęły się piętrzyć piękne chmury burzowe. Na szczęście nie dopadły mnie.
Samolot startujący z lotniska we Wrocławiu
O godzinie 19 zajechałem do rodzinki z Wrocławia u której miałem przekimać się do jutra.
Na wieczór kuzyn zabrał mnie jeszcze na pokaz tańczących fontann przy Hali Stulecia. Ciekawe widowisko, ale było jeszcze zbyt jasno na pełen efekt... no i trafiliśmy też na prosty pokaz.
Jest i film z tego pokazu (HD)
Trasa dzisiejszej wycieczki na mapie:
Za jakiś czas pojawi się tutaj kilkuminutowy klip video z wycieczki
Kategoria Góry



