Gniezno, Dębówiec... z Natalią
-
DST
75.16km
-
Teren
25.00km
-
Czas
04:06
-
VAVG
18.33km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Najpierw do Gniezna do pracy, zostawić w lodówce cały plecak jedzenia na kolejny dzień, a później z Natalią na Dębówiec i nocna jazda po Gnieźnie.
Zachód słońca
Na gnieźnieńskim rynku
Gołąbki
-
DST
30.10km
-
Teren
0.10km
-
Czas
01:18
-
VAVG
23.15km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Skorzęcin, zamek
-
DST
48.66km
-
Teren
30.00km
-
Czas
02:48
-
VAVG
17.38km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wypad do Skorzęcina zobaczyć co tam majstrują. Pogoda jakaś dołująca i ogólnie zimnawo.
W Skorzęcinie faktycznie majstrują i trwa demolka - w końcu coś tam zrobią dla poprawy wizerunku.
Molo zostało pozbawione ławek i lamp...
w niektórych miejscach molo rozwalone. Ciekawe co oni majstrują?

Większość dróżek na terenie ośrodka ma zerwaną nawierzchnię i oczekuje na położenie pozbruku.

W lesie klimat jesienny - jeszcze szaro, pełno liści, ale jakiś znak nadchodzącej wiosny można spotkać
Nawet żadnego zwierza nie mogłem trafić, do czasu... Jadąc sobie lasem trafiłem na duże stado (ok 10 sztuk) wielkich jeleni, które przebiegło mi drogę jakieś 50 metrów przedemną.
Kilkaset metrów dalej spotkałem Orła z Rafałem. Dołączyłem się do nich i pojechaliśmy do zamku w lesie.
Jadąc przez las trafiliśmy na pędzącego z prędkością kosmiczną największego wymiatacza z okolic - Michała z AGPOL TEAMU, którego ubiór wskazywał jakby uciekał przed jakimś gazowym atakiem terrorystycznym - na twarzy maska z jakąś rurą biegnącą do torebki z pochłaniaczem ;)
My twardo pojechaliśmy w ten gazowy kocioł bez żadnych masek... przeżyliśmy :)
Droga powrotna to walka z paskudnym wmordewindem.
Wiejski rudzielec wskoczył mi na udo i domagał się mizianka 
Przed Trzemesznem okazało się że znowu przebiłem dętkę w przednim kole, ale jakoś udało mi się dokulać do domu na resztkach powietrza.
Miasto... pechowy dzień...
-
DST
18.47km
-
Teren
5.00km
-
Czas
01:01
-
VAVG
18.17km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
W czwartek dopadło mnie jakieś paskudne zatrucie i do dzisiaj jeszcze odczuwam tego skutki - osłabienie, bóle głowy, senność i dziwne uczucie na żołądku. Wskoczyłem więc w końcu na rower żeby się trochę podleczyć - niestety rower musiał się obrazić na mnie że tyle stał bezczynnie i po kilometrze coś mi zaczęło obcierać - okazało się że klocek hamulcowy obciera o oponę - jak na złość pierwszy raz nie zabrałem na rower klucza imbusowego, więc zminimalizowałem tarcie zwiększając naprężenie sprężyny. Ruszyłem dalej i po chwili na zjeździe coś mi się z przerzutką stało - badam sytuację i załamka... przerzutka się rozleciała?... oglądam wszystko jeszcze raz i zauważam że łańcuch zleciał z kółeczka przerzutki - poprawiam - jest, działa. Można jechać dalej. Ujechałem kilkaset metrów i znowu postój bo przerzutki się całkowicie rozregulowały - chwila regulacji i można jechać dalej. Później już było w miarę dobrze, ale ochota na jeżdżenie mi minęła. Wróciłem do domu, wyregulowałem klocki, dokręciłem kółeczko, skróciłem łańcuch o jedno ogniwo i mam nadzieję że więcej tego typu problemów nie będzie.
Po 22 kolejny raz wyskoczyłem na rower.
Miasto
-
DST
11.13km
-
Teren
5.00km
-
Czas
00:38
-
VAVG
17.57km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Gniezno - rowerowanie z Natalią
-
DST
72.62km
-
Teren
15.00km
-
Czas
03:31
-
VAVG
20.65km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wypad do Gniezna pojeździć na rowerze w towarzystwie Natalii. W drodze do Gniezna spotkałem w lesie Mogilniaka, który wracał rowerem z pracy.
Z Natalią pojechaliśmy do Jankowa Dolnego, tam chcieliśmy objechać jezioro dookoła - w kilku miejscach czekały nas małe przeprawy błotne, które umorusały nasze rowery. Ostatecznie objazd jeziora się nie udał bo za mostkiem trafiliśmy na zalaną łąkę przez którą nie bardzo dało się przejechać. Wróciliśmy do Gniezna, chwilę pokręciliśmy się po mieście i niestety późna pora się już zrobiła, słońce zaszło za horyzont, więc musiałem wracać do domu.
Powrót do domu przez lasy w ciemnościach.
Tak w ogóle to coś ostatnio mam szczęście do gołębi - jak nie rozbijają się na moich oknach zostawiając pamiątkowe ślady to przylatują do mnie z chabaziami :P Czego one ode mnie chcą? ;) 
Miasto
-
DST
6.57km
-
Czas
00:21
-
VAVG
18.77km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Do Konina... po oponę
-
DST
136.78km
-
Teren
12.00km
-
Czas
06:09
-
VAVG
22.24km/h
-
Temperatura
22.0°C
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Piękna pogoda dzisiaj więc wczesnym rankiem wybrałem się na wypad do Konina - w celu zakupu opony Kenda Colorline :)
Droga do Konina to walka z silnym wmordewindem, ale się pocieszałem że z powrotem będzie dzięki temu jechało się lżej.
Droga biegła przez lasy, pola, łąki i... zasypane kopalnie odkrywkowe na których krajobraz był stepowy.
Pojawiły się już bociany :) Tak w ogóle to dzisiaj pogoda jak latem - krótkie spodenki, krótki rękawek na dzisiaj były idealne.
Do Konina zajechałem w 2,5 godziny. Przejechałem się 1694 metrowym mostem nad Wartą z pięknymi widokami na tereny zalewowe.
Widok z mostu na rzekę Wartę i kanał Ulgi
Następnie zajechałem do sklepu rowerowego na Zatorzu, gdzie miałem kupić oponę Kendę Colorline - opona była, ale okazało się że zapomniałem zabrać pieniędzy... całe szczęście miałem kartę kredytową, więc podjechałem do bankomatu i wypłaciłem pieniądze. Wróciłem do sklepu, kupiłem oponę, przy okazji kupiłem lampkę czołową Mactronic'a która była w promocyjnej cenie i przepasany oponą ruszyłem do domu... inną drogą.
Po drodze odbiłem na wysypisko popiołów w Koninie, gdzie znajdują się lazurowe jeziorka
Oprócz lazurowej wody, była i brązowa woda...
gdzie po dnie chodził jakiś zmutowany glonojad ;)
Niestety większość osadników z lazurową wodą była wychnięta, więc efekt wizualny był kiepski.
Ale źródełko cały czas działało i...
zasilało wielkie, lazurowe jezioro. Niestety dojechać do niego z tej strony się nie dało
Napromieniowany radioaktywnymi popiołami mogłem jechać dalej
Po drodze kolejna atrakcja... elektrownia Pątnów...
która cały czas dymi... "ekooszołomów" na kominie sztuk zero, a to chyba na tym balkoniku kiedyś postanowili kilka dni sobie pomieszkać w ramach jakiegoś tam protestu
W Kleczewie dopadł mnie kryzys "Głupiego Jasia" i musiałem zatrzymać się coś zjeść - wciągnąłem 2 pyszne bułki z serem jogurtowym, murzynka, ale na długo mi to nie wystarczyło.
Zabraknąć w tym rejonie nie mogło oczywiście foty z kopalni odkrywkowej węgla brunatnego.
Do domu wróciłem wymęczony, prosto na obiad. Cały czas głodny jestem, poszedłbym do Biedronki po coś na ząb, ale mi się nie chce :P
Trasa przejazdu
Kategoria Inne ciekawe
Z pracy
-
DST
25.75km
-
Teren
3.00km
-
Czas
01:15
-
VAVG
20.60km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Do pracy
-
DST
19.20km
-
Teren
3.00km
-
Czas
00:55
-
VAVG
20.95km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze



