Miasto
-
DST
6.21km
-
Teren
1.00km
-
Czas
00:23
-
VAVG
16.20km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Miasto
-
DST
8.35km
-
Teren
2.00km
-
Czas
00:29
-
VAVG
17.28km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dookoła miasta
-
DST
18.50km
-
Teren
3.00km
-
Czas
00:47
-
VAVG
23.62km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Dookoła miasta, po lesie
-
DST
22.42km
-
Teren
7.00km
-
Czas
01:08
-
VAVG
19.78km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jakoś tak pogoda nie zachęcała dziś na rower, ale potrzebowałem się dotlenić trochę więc wyskoczyłem na rower... po paru kilometrach stwierdziłem że warunki są całkiem fajne... szaro, buro i ponuro, ale kompletnie bez wiatru.
Pognałem więc na Kordos, gdzie na chwilę zatrzymałem się nad jeziorem. Ale cisza - żadnego odgłosu nie słychać!
Później pojechałem do lasu, gdzie panował mroczny klimat.
Usiadłem na ambonie i wypatrywałem jakiejść zwierzyny - niestety nic nie chciało wyjść na polanę, ale gdzieś w głębi lasu usłyszałem ryk jelenia.
Pojechałem więc w kierunku gdzie słyszałem głos, ale niestety jelenia nie spotkałem. Przy okazji sprawdziłem czy są jakieś grzyby - niestety potrafię wypatrzyć tylko muchomory i inne niejadalne.
Dookoła miasta
-
DST
23.98km
-
Teren
10.00km
-
Czas
01:20
-
VAVG
17.99km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
W końcu udało się zgadać z Mateuszem na rowerowanie, więc walnęliśmy rundkę dookoła komina.
Na Kujawkach pustki, jedynie kot z zwichrowanym uchem plażował
Miasto / Na ryby
-
DST
11.10km
-
Teren
5.00km
-
Czas
00:36
-
VAVG
18.50km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Do południa po mieście i parku.
Po obiedzie na ryby pospinningować, więc szczupak był na kolację.
Miasto
-
DST
7.90km
-
Teren
2.00km
-
Czas
00:25
-
VAVG
18.96km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Na ryby / Gołąbki
-
DST
33.36km
-
Teren
6.00km
-
Czas
01:30
-
VAVG
22.24km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
W południe na ryby pospinningować - jak zwykle wszystkich dookoła zdenerwowałem bo tylko dla mnie żerowały drapieżniki... niestety niewymiarowe.
Po obiedzie na Gołąbki
Noc i wschód słońca w Dusznie / Wylatkowo, Skorzęcin... z Anetką
-
DST
86.90km
-
Teren
30.00km
-
Czas
04:57
-
VAVG
17.56km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Rowerowy dzień zaczął się już w sumie 30 minut przed północą, kiedy to po obserwacjach prognoz pogody stwierdziłem że być może to już ostatnia noc "ciepła" i bezchmurnego nieba nocą i rano więc trzeba wykorzystać okazję i pojechać do Duszna na punkt widokowy.
Załadowałem śpiwór do sakwy (reszty ekwipunku nie mogłem się doszukać), odziałem się bardzo ciepło i o 23:45 ruszyłem w kierunku Duszna. Jechało się całkiem przyjemnie - w Kierzkowie przy blokach zestresował mnie trochę dosyć spory pies, po drodze napotkałem sporo żerujących lisów i po niecałych 30 minutach zameldowałem się na punkcie widokowym.
Jest elegancko, bo nie ma nikogo. Wtachałem rower na górę i podelektowałem się takimi widokami.
Wiatr trochę wiał, ale było całkiem znośnie. Do wschodu słońca jeszcze kilka godzin, więc nie namyślając się długo rozłożyłem śpiwór, wlazłem do środka, buty jako poduszka i spróbowałem usnąć.
Nie było to zbyt łatwe, gdyż wiatr okazał się całkiem zimny. Po kilku próbach udało mi się kimnąć na dobrą godzinę. Później się obudziłem
i trochę ścierpłem od leżenia na tych twardych dechach i przy okazji zmarzłem, więc przyjąłem inną pozycję która okazała się cieplejsza i mniej bolesna dla kości :P Ale żeby nie było za pięknie, w międzyczasie pobudziły mnie trzy razy przejeżdżające do sołtysa samochody i kogut, który zaczął piać po godzinie 4 i trajkotał do samego świtu. Przebudzenia wykorzystywałem do popatrzenia sobie na gwiazdy.
Po godzinie 4 pięknie widać było gwiazdozbiór Oriona oraz gwiazdę Syriusz nisko przemieszczającą się nad horyzontem.
Przed godziną 5 niebo nabrało takich barw
O 5:50 zrobiłem ostateczną pobudkę i zaczęło się oczekiwanie na wschód słońca. Zimno jak diabli i cały czas mocno wieje - termometr wskazywał jakieś 9*C, a odczuwalna trochę niższa. Podczas robienia zdjęcia wydarzył się nieprzyjemny incydent bo aparat położony na puszce ześlizgnął się i spadł o jedno piętro niżej kilka razy uderzając o elementy wieży ostatecznie zatrzymując się na poręczy... myślałem że już po nim, ale okazało się że nie miał żadnych uszkodzeń mechanicznych ani wizualnych - uffff.

O 6:12 słońce wyjrzało zza horyzontu i zaczęło piąć się do góry


Po wschodzie słońca na polach pojawiły się sarny
Od strony zachodniej o tym czasie widoczny jest cień wieży widokowej
Przed godziną 7 zniosłem rower na dół i ruszyłem do domu - w większości było z górki więc było okropnie zimno. Zajechałem jeszcze na pagórek nad Jeziorem Malicz, gdzie w zatoce fajnie parowała woda
Późnym popołudniem ponownie na rower. Tym razem w towarzystwie Anetki, lasami do prywatnego zamku w Wylatkowie
W drodze powrotnej odwiedziliśmy jeszcze Skorzęcin, gdzie najpierw zrobiliśmy postój nad Jeziorem Białym delektując się smakowitościami zrobionymi przez Anetkę (nuggetsy i placek drożdżowy), a następnie nad główną plażę...
...zjeść lody :)
Powrót przez Sokołowo i Piaski. Za NWN pożegnałem Anetkę i po zachodzie słońca ruszyłem do domu.
Kategoria Inne ciekawe
Duszno, Niechanowo
-
DST
55.70km
-
Teren
23.00km
-
Czas
03:10
-
VAVG
17.59km/h
-
Sprzęt RIP - Accent ElNorte
-
Aktywność Jazda na rowerze
Po domowych porządkach ruszyliśmy z Anetką na Wał Wydartowski. Żeby nie było za łatwo, wjazd zapiaszczonymi drogami polnymi od strony Folusza.
Tam trochę stresu było, gdyż w naszą stronę zmierzało jakieś bydle na czterech łapach. Na szczęście okazało się że "puchata kuleczka" ma przyjacielskie zamiary
Docieramy do wieży widokowej w Dusznie
a tam okazuje się że ma miejsce jakiś mini zlot rowerowy rowerzystów z Gniezna (widziałem chyba tam kolegę Artura, który ani mnie nie rozpoznał, ani ja jego) :P
krowy mają natomiast mini zlot na łące
Powrót do Trzemeszna normalną drogą z kawałkiem slalomu po polu ściętej kukurydzy
Po obiedzie lans na trzemeszeńskim skwerze z dodatkowym objadaniem się lodami i pączkami. Posileni ruszyliśmy do Niechanowa, gdzie pożegnałem się z Anetką i już sam wróciłem do domu.



